wtorek, 26 stycznia 2016

"PIĘĆ SPOSOBÓW NA UPADEK" K.A.TUCKER


„-Wolę to nazwać artystyczną ekspresją. - Za płótno posłużyły snobistyczne ubrania Caroline, jej porozrzucane kiczowate poduszki oraz pornograficzne zdjęcia jej i Jareda zawieszone nad naszym łóżkiem. - Poza tym - unoszę ręce umazane szkarłatem i dodaję z kamienną mina- nie mają dowodów, że to ja.”

Wydawać by się mogło, że to cytat z jakiegoś thrillera, a tak naprawdę to urywek książki „Pięć sposobów na upadek”, która jest czwartą i ostatnią powieścią świetnej i lubianej serii „Dzięsięć płytkich oddechów” K.A. Tuckera z gatunku New Adult. Gdyby na podstawie książki nakręcono film, to na pewno byłaby to komedia romantyczna. Jak wiele tego typu historii, fabuła może jest dość przewidywalna, a mimo to porywa, rozśmiesza i poprawia nastrój.

Cięte riposty i zabawne dialogi zawdzięczamy dwudziestokilkuletniej Reese, która od dzieciaka była niesfornym dzieckiem, zawsze chodzącym po własnych ścieżkach i robiącym wszystko na przekór innym. Kocha motocykle, stare ciężarówki, gitarę i sprane jeansy.

„-Wiem, że moje oczy promienieją. Podczas gdy inne dziewczynki ustawiały się w kolejkach, by na festynach jeździć na karuzelach, ja byłam krnąbrnym diablęciem, które cały czas spędzało na torze gokartowym. Zawsze byłam chłopczycą. Nie wiem ile razy wróciłam do domu z zielonymi od trawy kolanami i błotem we włosach.”

Książka zaczyna się w momencie zakończenia jej pochopnie zawartego małżeństwa z Jaredem, które powoduje że dziewczyna ma złamane serce, a co za tym idzie, wdaje się w dziwne sytuacje, czasami głupie, a czasami upokarzające. Dopiero pomoc ojczyma uświadamia jej, że chyba powinna coś zmienić, bo jest mu to winna. Jednak nim zacznie zachowywać się jak dorosła, decyduje się na wypad z koleżankami do Cancun, gdzie poznaje Bena. Ale nieszczęścia chodzą parami. Wyjazd kończy się totalną klęską. W końcu nadchodzi dzień zmian, Reese zmienia kolor włosów, styl ubierania się i zachowywania. Zaczyna też pracę w kancelarii prawniczej u ojczyma. Szybko jednak okazuje się, że będzie współpracować z Benem, który nota bene rozpoczyna tam pracę jako prawnik, ale czy niedawne, kompromitujące spotkanie nie spowoduje napięcia między nimi? 

Postać Bena przewijała się już w poprzednich trzech tomach. Znamy go jako kobieciarza, flirtującego z każdą ładną dziewczyną, którą napotkał w klubie ze striptizem, gdzie pracował. Ben okazuje się jednakże miłym, ambitnym i oddanym rodzinie mężczyzną, więc łatwo jest go lubić. Jego kariera szybko się zmieniała, najpierw był dobrze zapowiadającym się futbolistą, ale kontuzja pokrzyżowała mu plany. Potem dorabiał sobie jako ochroniarz, by opłacić studia prawniczej, kończąc je z wyróżnieniem. Już pierwszego dnia w nowej pracy styka się z młodą kobietą poznaną w Cancun, o której długo nie może zapomnieć. Jednak związek z tą dziewczyną jest zabroniony, gdyż romanse w firmie są karane nawet zwolnieniem. Czy rozpoczynanie takie związku ma sens?

„Pięć sposobów na upadek” jest napisana trochę w innym stylu niż pierwsze trzy powieści serii, tamte były bardziej dramatyczne, ten tom jest „lżejszy”i zabawniejszy. Z początku książka męczyła mnie zbyt długim rozpoczęciem, potem irytowała mnie postać Reese, inteligentnej dziewczyny o głupkowatym zachowaniu, jednak potem fabuła przestaje nużyć. Jednak męczące było dla mnie czytanie jej raz oczyma bohaterki, a raz bohatera, gubiłam się momentami, czy scena jest widziana przez Bena czy przez Reese, było to dla mnie uciążliwe do samego końca. Śledziłam losy Bena, jego rodziny, Reese i historię jej dzieciństwa z zapartym tchem, pomimo iż wiedziałam, że mnie nie zaskoczy.

Książka ta to typowa opowieść o pierwszej wielkiej miłości, pierwszej odpowiedzialnej pracy z jakimi mamy styczność w gatunku New Adult. Mimo to dobrze ją oceniam. Jeśli masz doła, albo nie masz już siły na książki, przy których trzeba dużo rozmyślać, to jest to powieść dla Ciebie.

Darmowy fragment książki można przeczytać tutaj.

Moja ocena:4+/6

Gatunek: New Adult, romans
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 544

4 komentarze:

  1. Bardzo podobają mi się okładki. Naprawdę zachęcają do sięgnięcia po książki. Nigdy jednak wcześniej nie spotkałam się z tą serią i z chęcią się kiedyś za nią wezmę. Wydaje się być idealna na lekkie wieczory,aby się zrelaksować.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja koleżanka bardzo ją sobie chwali, więc będe musiała się na nią skusić. Tak samo jak na pozostałe. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak na razie czytałam tylko ,,Dziesięć płytkich oddechów'', ale mam zamiar sięgnąć także po inne części :)

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    Szelest stron - kilk!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej czytać jednym ciągiem, wtedy historie, tym bardzie jeśli są ze sobą powiązane, wciągają mocniej :)

      Usuń

Jeśli lubisz mojego bloga, to zostaw po sobie ślad w postaci komentarza :)