niedziela, 14 maja 2017

"CARPE DIEM" DIANE ROSE [PRZEDPREMIEROWO]



„Czasami myślę, że Bóg siedzi na chmurce, popija gin z tonikiem i nas olewa. Choroby i katastrofy zsyła na chybił trafił.” Wyobrażaliście sobie kiedyś, co czuje osoba śmiertelnie chora? Której nie zostało więcej niż kilka miesięcy życia? Czy walczy z chorobą? Czy korzysta z życia tak, by umrzeć szczęśliwym człowiekiem? Zazwyczaj nie dopuszczamy do siebie myśli związanych z przedwczesnym opuszczeniem ziemskiego padołu, ale każdego z nas może spotkać takie nieszczęście. Tylko czy bylibyśmy tacy silni, by zakładać się ze Śmiercią o życie? Zapraszam do recenzji ostatniej nowości, czyli "Carpe diem" Diany Rose.

„- OK, a co z jutrem?
-Nie umawiam się na jutro.
-Bo to niedziela?
-Nie! Zadzwoń jutro i zapytaj o to samo.
-Nigdy niczego nie planujesz?
-Nie”

Rosalie Heart jest przepiękną, ambitną i inteligentką studentką prawa. Ma dwoje przyjaciół, z którymi rozumie się praktycznie bez słów, kochanego brata oraz swój kajecik, w którym zapisuje ulubione cytaty o łapaniu chwil. Na pozór to szczęśliwa kobieta, która ma prawie wszystko. Brakuje jej jedynie czasu. Dostała wyrok, sześćset dni. Tyle jej zostało do śmierci… Czy Rose ma jeszcze jakąś szansę na życie do późnej starości?

Dziewczyna egzystuje z dnia na dzień, niczego nie planuje, cieszy się z tego co ma, nie liczy na nic więcej. Nie szuka też miłości, bo wie, że szybko opuściłaby swojego partnera, a nie chce łamać nikomu serca. Jednak pewnego dnia, poznaje w parku przystojnego, kilka lat starszego od niej chłopaka, który zawładnął jej wszystkimi myślami. 

„Pomocy! Potrzebowałem psychiatry. 
Jak to możliwe, że jedna osoba może zmienić nasze podejście do tylu kwestii?”

Daniel ma zaledwie dwadzieścia siedem lat, ale już wie, czego chce od życia. Praca w wymarzonym zawodzie lekarza oraz piękny apartament spełniają jego wszystkie oczekiwania. Nieudany związek sprzed kilku lat zniechęcił go do dalszego szukania miłości. Tym bardziej, że brak czasu mu to uniemożliwiał. Praca wypełniała każdą jego wolną chwilę. Był szczęśliwy. Ale czy aby na pewno? 

„Wydajesz się wyjątkowa.
-Bo jestem. Jest tylko dwa, dwa i pół procenta ludzi takich jak ja.”

Daniel i Rose spędzają ze sobą kilka przepięknych wspólnych chwil. Tylko jak długo jeszcze będzie to trwać? Ile czasu im pozostało?

Nie mogę uwierzyć, jak bardzo wciągnęła mnie ta powieść. Od samego początku dosłownie nie mogłam się od niej oderwać. Im dłużej czytałam, tym więcej chciałam. Każdy moment był wzruszający, nie tylko te dramatyczne sytuacje, ale i te pozytywne. Nie chciałam, żeby ta przygoda się skończyła. Pragnęłam, by Rose przeżyła. 

Chcąc usilnie znaleźć jakieś wady w książce, bo takie prawie zawsze są, miałam spory problem. Nie było tam prawie nic, co bym zmieniła. W stylu pióra autorki się wręcz zakochałam, lekki, prawdziwy, emocjonalny. Wszystko było spójne, czytelne i jasne. Nie znalazłam żadnych niedomówień czy zbędnych zdań. Wszystko dopięte zostało na ostatni guzik. Może zbyt dużo razy użyty zostały słowa „carpe diem”, ale to naprawdę drobny szczegół. Zakończenie było niebanalne, za co dziękuję autorce. Brakowało mi tylko bardziej szczegółowego zakończenia, tak jakby miała powstać kolejna część z dalszymi losami bohaterów. A może taka powstanie? Mam cichą nadzieję, że tak, bo bardzo bym się ucieszyła. Wręcz nie mogę uwierzyć, że historia "Carpe diem" została napisana przez młodą blogerkę, której stronę oczywiście uważnie przeglądam, oraz że to jej debiutancka powieść. Gratuluję bardzo udanego sukcesu i czekam na więcej.

Premiera: 14.06.2017

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Carpe diem
Autor: Diane Rose
Gatunek: Powieść obyczajowa
Wydawnictwo: Videograf
Ilość stron: 461

2 komentarze:

  1. To kolejna pozytywne recenzja tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno jest napisać negatywną recenzję, kiedy książka jest tak świetna ;)

      Usuń

Jeśli lubisz mojego bloga, to zostaw po sobie ślad w postaci komentarza :)